Posts

Święto dyszla tu i tam...

Image
Być może niektórzy z Was już wiedzą o czym będę mówić. Być może sami są fanami tego typu spędów. Dla tych jednak co nie wiedzą o co chodzi, zaczynam od wyjaśnienia,  Otóż rzeczone  święto dyszla to jedno z moich ulubionych określeń na dzień targowy. Dzień w którym na główne place wsi, miast i miasteczek wylegają tłumy spragnione ziemniaków, marchewki, ogórków, żywego inwentarza, przypraw, rosyjskiej bielizny i chińskich skarpet. Wszystko to i wiele, wiele więcej ma do zaoferowania przeciętny polski targ (lub jak to się mówiło u mnie w domu jarmark albo bazar).  Jak na prowincjonalne, a dokładniej wiejskie dziewczę przystało, przyznaję że święto dyszla to była dla mnie zawsze frajda (na pewno nie aż taka, jak coroczny odpust parafialny związany z  najazdem handlarzy różowym i plastikowym badziewiem wszelkiej kategorii). W mojej wsi, to arcyważne wydarzenie tyleż handlowe co towarzyskie przypadało i nadal przypada na czwartek. Obecnie mieszkam gdzie ind...

Erice – miasteczko w chmurach

Image
Tradycyjnie, nim przejdę do sedna czas na przydługą dygresję. No dobrze, tym razem nie będzie aż taka długa. Odpowiem na pytania, które do mnie docierają – drogą ustna bo jak na razie nie nikt nie zostawił tutaj śladu swej bytności. Pierwsza sprawa: nie, to nie jest blog wyłącznie o podróżach, ani wyłącznie o Włoszech, tym bardziej wyłącznie o Sycylii. To jest blog o mnie i o tym co mi w duszy gra. A że w ostatnim czasie te tematy są mi bliskie możecie tutaj o nich poczytać. Sprawa druga: tak, przewiduję zamieszenie na blogu przepisów dań, które w jakiś szczególnych sposób mi zasmakowały. Będą to przepisy sprawdzone przeze mnie, choć nie zamierzam dokumentować ich zbyt wieloma zdjęciami. Powód jest prosty: ja gotuję jak huragan: szybko i z rozmachem. I to niestety widać. Dlatego oszczędzę Wam widoku wszystkich misek, łyżek, łyżeczek, noży i innych utensyliów kuchennych, które podczas gotowania w cudowny sposób mnożą się w mojej kuchni. Tym razem jednak nie o jedzeniu będzie. W...

Dobroci nigdy dość czyli co jeść na Sycylii część II

Image
Powrót do Polski z Włoch zwykle bywa dla mnie trudny. Kocham swój kraj ale brakuje mi w nim dwóch rzeczy, na które zawsze mogę liczyć we Włoszech: dobrej pogody i dobrego podejścia do jedzenia. O pogodzie pisać nie chcę, wszak jak jest za oknem każdy widzi. Skupię się na jedzeniu bo w moim domu rodzinnym temat ten traktowany jest nieco "po włosku". Mówiąc/Pisząc "po włosku" mam na myśli, że traktowany jest bardzo poważnie! W domu mym rodzinnym jedzenie to kwestia nadzwyczajnie istotna. Posiłki u nas nie tylko się je, o nich się myśli, mówi, dyskutuje, planuje, eksperymentuje... Jak coś pójdzie nie tak to jest wybrzydzanie, awantura i sceny jak z Gordona Ramsaya. Tutaj nie chodzi tylko o to by coś zjeść, by  zaspokoić głód czy uzupełnić składniki odżywcze. Skądże! Chodzi o to, żeby jedzenie uczynić jedną z ważniejszych (jeśli nie najważniejszą) kwestii w życiu. W moim domu rodzinnym tak było i przysłuchując się i przyglądając ukradkiem dyskusjom Włoszek i Włochów...

Agrodolce... czyli co jeść na Sycylii

Image
W zamierzchłych czasach mojego dzieciństwa tudzież młodości, panowała zwłaszcza wśród dziewcząt moda na tzw pamiętniki lub złote myśli . Do mojego (ślicznego!) pamiętnika, któraś z koleżanek wpisała zdanie, które szczególnie zapadło mi w pamięć i brzmiało mniej więcej następująco: "Nie bądź za słodka bo Cię zjedzą, nie bądź zbyt gorzka bo wyplują". Kiedy swego czasu poszukiwałam włoskich przysłów i powiedzonek natknęłam się na przysłowie, które prawdopodobnie jest źródłem rady jaką dawno temu na kartach pamiętnika zamieściła moja koleżanka. Niezawodny wujek Google i ciocia Wikipedia podpowiedziały mi, że to po sycylijsku zdanie to brzmi tak: "Nun essiri duci sinno ti mancianu, nun essiri amaru sinno ti futanu" Zapytacie po co ten przydługi wstęp do postu o jedzeniu? A ja już śpieszę z odpowiedzią. Otóż moim zdaniem kuchnia sycylijska (a zwłaszcza jej wybrane potrawy) jest doskonałym przykładem na to, że słodycz i kwaśność, gorycz i delikatność można łączyć w...

Jedziemy na Sycylię

Image
Tak, po raz kolejny wybieram się na największą włoską wyspę. Już za 9 dni znów będę mogła odetchnąć sycylijskim powietrzem, w którym najwyraźniej jest coś uzależniającego. To będzie trzecia moja wizyta na wyspie i tym razem będę próbowała wraz z MK oraz JSO odkryć stolicę regionu czyli Palermo. Ale o tym po powrocie. Teraz czas na wspomnienia z poprzednich wojaży. Jakoś tak się składa, że wspomnienia z poprzednich wizyt na wyspie wywołują u mnie niezwykle intensywne i zarazem miłe wspomnienia, i to pomimo iż oba z tych wyjazdów były zupełnie inne. Oba jednak zaczęły się w tym samym miejscu czyli na lotnisku w Trapani. Oczywiście głównym powodem tego jest fakt, że lądują tam samoloty linii Ryanair lecące z Krakowa. Za pierwszym razem dokładnie zapoznałam się z tymże lotniskiem, a to dlatego, że nocowałam na nim czekając na poranny autobus do Katanii. Lotnisko nie jest szczególnie komfortowe: twarde ławki, mało miejsca, no i jest zamykane od 1 do 4 nad ranem. W związku z tym, nale...

Stało się...

Sobota, 22:13. Wyjątkowo ciepły wrzesień. Zaczynam pisać bloga. Mojego pierwszego bloga,  Dlaczego? Bo zawsze chciałam, ale jakoś się nie składało. Po co? Żeby móc wywnętrzniać się  za darmo i bez kozetki. Żeby archiwizować wspomnienia i przemyślenia bo szkoda by się zmarnowały. My way or the highway to jeden z moich ulubionych angielskich idiomów. Postanowiłam więc, nazwać w ten sposób mój wirtualny kawałek podłogi czyli niniejszy blog. Głównie dlatego, że tych kilka słów wiele o mnie mówi.  ( A przecież gdzie jak nie na tym blogu to ja jestem najważniejsza ;)) Usingenglish.com tłumaczy go w następujący sposób:  "This idiom is used to say that if people don't do what you say, they will have to leave or quit the project, etc."    No właśnie... Lubię jak w życiu wszystko idzie po mojemu. Uwielbiam jak ludzie się ze mną zgadzają. Ubóstwiam mieć rację. Nie wybaczam sobie popełnianych błędów. Bywam - choć się tego wstydzę - dyktatorem w spó...